Przejdź do treści
Archiwum wspomnień Fundacja Plenerownia

Archiwum wspomnień

Zbiór: Mapa pamięci

Miejsca z okolicy i to, co się z nimi wiąże: młyn, szkoła, kapliczka, stare drzewo, plac zabaw.

29 wspomnień · Archiwum wspomnień

Fundacja Plenerownia Srebrna Małopolska – Województwo Małopolskie

Zadanie realizowane przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego
Projekt „Senior w świecie AI – Jak sztuczna inteligencja wspiera codzienne życie i zachowanie dziedzictwa”.

Bochnia – Muzeum im. Stanisława Fischera

Bochnia · Fundacja Plenerownia

Opowieść z życia małego muzeum, konkretnie Muzeum im. Stanisława Fischera w Bochni. W rozmowie z panią dyrektor Anettą Stachoń wspominamy m.in. założyciela muzeum – Stanisława Fischera – społecznika i kolekcjonera. Takich ludzi już nie ma, warto o nich posłuchać.

Posłuchaj odcinka podcastu „Historie z ekomuzeum” (15:55).

Sobolów – Ekomuzeum

Sobolów · Fundacja Plenerownia

Wycieczka śladem społeczników i ludzi, którzy zaangażowali się w ratowanie dziedzictwa. Tym razem odwiedzamy prywatny skansen – Ekomuzeum w Sobolowie, pełne pamiątek przeszłości, obrazujących jak kiedyś wyglądało życie na wsi. Jego założycielem był Józef Kluba, a o miejscu opowiada zięć, Robert Pietraś i wnuk Karol.

Posłuchaj odcinka podcastu „Historie z ekomuzeum” (15:38).

Nowy Wiśnicz – Liceum Plastyczne im. Jana Matejki

Nowy Wiśnicz · Fundacja Plenerownia

Przekraczamy próg zabytkowego budynku dawnego sądu, a dziś kultowej szkoły – Liceum Plastycznego im. Jana Matejki w Nowym Wiśniczu. Jej założycielem był znany nam już z muzeum w Bochni Stanisław Fischer. To on wymyślił, że głównymi specjalizacjami będą tutaj tkactwo i ceramika.

Posłuchaj odcinka podcastu „Historie z ekomuzeum” (19:01).

Dobczyce – Zapora

Dobczyce · lata 70. · Fundacja Plenerownia

Dobczyce wielu kojarzą się z wielkim zbiornikiem wodnym, sztucznym jeziorem, który stanowi rezerwuar wody pitnej dla Krakowa. Budowa zapory na Rabie w latach 70. i 80. XX w. zupełnie zmieniła krajobraz kulturowy miejsca. Wpłynęła także na życie ludzi.

Posłuchaj odcinka podcastu „Historie z ekomuzeum” (17:19).

Kamieniołom w Hucisku

Hucisko · Fundacja Plenerownia

Z tego miejsca przed laty wydobywano piaskowiec, który posłużył do budowy wielu budynków w okolicy, m. in. oficyn dworskich.

Pomnik Krzesła – kolos na betonowych nogach

Hucisko · lata 90. · Fundacja Plenerownia

Ten wielkich rozmiarów pomnik, który masz przed sobą, przedstawia zwyczajny przedmiot - na pewno podobny znajduje się w twoim domu. Krzesło to mebel, bez którego trudno wyobrazić sobie życie. Każdy z nas spędza w pozycji siedzącej około siedmiu godzin dziennie. Dlaczego tak dobrze znany nam stan „siedzenia” i związana z nim rzecz zwróciły uwagę Tadeusza Kantora i zostały wyrażone językiem sztuki?

Twórca Teatru Cricot II nazywał krzesło „przedmiotem najniższej rangi” i pisał: „To, że biorę krzesło, a nie na przykład lodówkę czy klucz, ma dla mnie znaczenie zasadnicze, ponieważ ujawniam jego niezmienną funkcję, bardzo niską i śmieszną, której w innych przedmiotach nie znajduję”. Motyw krzesła wielokrotnie powracał w jego twórczości - artysta pozbawiał je utylitarności, traktując jako punkt wyjścia do rozważań nad istotą i rolą dzieła sztuki. Około 1970 roku Kantor stworzył serię projektów, które określił nazwą „Pomników niemożliwych”. Było wśród nich kolosalne betonowe krzesło na Rynku Głównym w Krakowie, a także olbrzymia żarówka na Małym Rynku i wielki wieszak, niczym most przerzucony przez Wisłę naprzeciwko Wawelu.

Spośród „Pomników niemożliwych” realizacji doczekało się tylko krzesło. Po raz pierwszy stanęło w 1971 r. w… stolicy Norwegii, Oslo, dzięki staraniom jednego z tamtejszych muzeów. Wybudowano je z drewna, więc wkrótce wiatr zerwał oparcie. Artysta nie zgodził się na pomnik w wersji taboretu i nakazał go rozebrać. W 1990 r. pojawiła się szansa, by wielkie krzesło z betonu stanęło we Wrocławiu ale mimo wielu starań przedsięwzięcie się nie powiodło. Udało się w 2011 r. - tak, dziś Kantorowskie krzesło można oglądać nie tylko w Hucisku ale także nad Odrą. Tamto jest jednak o kilka metrów niższe niż „nasze”. A jak to się stało, że ten olbrzymi pomnik stanął w tak małej miejscowości, jak Hucisko?

Pomnik krzesła w Hucisku stanął z inicjatywy Fundacji im. Tadeusza Kantora w 1995 r., pięć lat po śmierci artysty. Wzniesiono go przed domem – muzeum, który Kantor sam zaprojektował. Budowa kolosalnego monumentu była wielkim przedsięwzięciem, w którym uczestniczył sztab ludzi: inżynierów, cieśli, zbrojarzy betonu oraz… dźwig. Liczby mówią same za siebie: pomnik ma 14 metrów wysokości, a waży 10 ton! Aby dzieło o takich gabarytach mogło zaistnieć w przestrzeni, trzeba było użyć betonu o specjalnych parametrach, a prace montażowe poprzedzić skrupulatnymi pomiarami.

Hucisko na dużym ekranie

Hucisko · lata 70. · Fundacja Plenerownia

Pięknie położony dwór w Hucisku przyciągał nie tylko plastyków i ludzi teatru ale także przedstawicieli X muzy – kina. W latach 70 i 80 XX w. kręcono tutaj filmy: Pasja (reż. Stanisław Różewicz), Bielszy niż śnieg (reż. Wojciech Marczewski, operatorem był wybitny Witold Sobociński, a wśród aktorów zagrał m.in. Filip Bajon), Wir (reż. Henryk Jacek Schoen) oraz dokument Dzień wigilijny w polskim dworku (reż. Grzegorz Kwinta). Filmowcy docenili niezwykłą atmosferę dworu, w którym zatrzymał się czas.

Dom Opowieści – dawny dom Kazimierza Mikulskiego

Hucisko · lata 60. · Fundacja Plenerownia

Tutaj mieszkał wielbiciel kotów, twórca rysunkowej postaci Ferdynanda Wspaniałego Kazimierz Mikulski – malarz, ilustrator, scenograf, poeta, współzałożyciel i wieloletni kierownik artystyczny Teatru Lalki i Maski „Groteska” w Krakowie. W środowisku kulturalnym miał pseudonim „Balzak”. Był aktorem Teatru Cricot 2 i członkiem II Grupy Krakowskiej. „Na Hucisko” przyjeżdżał sezonowo. Miał tutaj swoją pracownię i piękny ogród, który kształtował wraz z żoną Agnieszką. Sąsiedzi zapamiętali, że pan Kazimierz uważał niebo nad Huciskiem za najpiękniejsze i przedstawiał je na swoich obrazach.

„Jego nieba są niebami wyobraźni, milczenia, głębokiej nostalgii i ciszy” – pisał o Mikulskim Tadeusz Kantor. Sztuka Mikulskiego jest bardzo charakterystyczna, a obrazy wyróżniają się baśniowo-sennym klimatem, przywodząc na myśl teatr. Artysta przedstawiał na nich „świat wszędzie i nigdzie”, inscenizowane wnętrza i ogrody wypełnione rekwizytami i dekoracjami. W tym zaczarowanym świecie spotykamy cudowne zwierzęta, ukryte w gęstwinie magiczne przedmioty i nagie kobiety o wielkich oczach. Prace Mikulskiego można oglądać m.in. w Muzeum Narodowym w Krakowie.

Kazimierz Mikulski był jednym z wielu artystów, którzy przyjeżdżali do Huciska i gościli w dworze Lipowskich. „Balzak” dobrze się tutaj czuł więc kiedy nadarzyła się okazja, zakupił w pobliżu dom. Nabył go ok. przełomu lat 60 i 70. XX w. od rodziny Ślusarczyków. W drewnianym budynku, którego konstrukcja pochodzi z 1934 r., mieścił się wcześniej sklep.

Obecnie w domu mieszka rodzina Zarzyckich, która podtrzymuje pamięć o dawnych mieszkańcach i opiekuje się lokalnymi (i nie tylko) historiami.

Dom Tadeusza Kantora i Marii Stangret

Hucisko · Fundacja Plenerownia

Kantor tu był! Hucisko 39 to, obok Wielopola Skrzyńskiego oraz Cricoteki i Galerii Krzysztofory w Krakowie, to jeden z najważniejszych adresów na mapie miejsc związanych z Tadeuszem Kantorem – malarzem, scenografem, reżyserem, twórcą i teoretykiem teatru, jednym z najwybitniejszych artystów XX w., współzałożycielem Teatru Cricot 2 i Stowarzyszenia Artystycznego II Grupa Krakowska. Rozejrzyj się dookoła - „To świat, który pokochał Kantor” – mówił w 2015 r. w czasie wizyty w Hucisku wielki promotor twórczości artysty, Richard Demarco.

Tadeusz Kantor był jednym z wielu twórców, którzy przez szereg lat odwiedzali dwór baronów Lipowskich w Hucisku i spędzali tu wakacje, tworząc swoistą kolonię artystyczną (więcej na ten temat na przystanku Dwór). Razem ze swoją żoną, Marią Stangret, malarką i aktorką Teatru Cricot 2, członkinią II Grupy Krakowskiej, postanowili zbudować tutaj dom. Budynek jest jedynym zrealizowanym projektem architektonicznym Kantora, a każdy jego detal opowiada o sztuce Mistrza. Z zewnątrz przypomina trochę góralską chatę, ale skojarzenie to zakłóca wysoka wieża ze stożkowatym dachem, wzorowana na zamku Dunajec w Niedzicy. Wnętrze tworzy zaskakujący labirynt pomieszczeń, pełen „scenograficznych” efektów. Dom w Hucisku to muzeum twórczości niezwykłego artystycznego duetu. Dziś miejscem opiekuje się Fundacja im. Tadeusza Kantora.

Omszała betonowa obudowa źródełka w leśnym zboczu w Hucisku z wyrytym napisem „Izabella 1909” i ciemnym otworem w metalowej ramie.Zbliżenie kamiennej obudowy źródełka w Hucisku z wyrytym napisem „Izabella – 1909” nad ciemnym otworem w metalowej ramie.Omszała kamienna obudowa źródełka w leśnym zboczu w Hucisku, z napisem „Izabella 1909”, wśród opadłych dębowych liści.

Źródełko Izabela i baronowa z aparatem

Hucisko · przed 1930 · Fundacja Plenerownia

Imieniem Izabeli Lipowskiej ochrzczono studzienkę wybudowaną w 1909 r. nad tryskającym w tym miejscu źródełkiem. Woda z tego ujęcia za pomocą systemu rur była doprowadzona aż do dworskich stajni (ich pozostałości można do dziś zobaczyć, podobnie jak inne zabudowania dworskie). Izabela Kazimiera Maria von Geldern-Egmond zu Arçen (1867-1939) urodziła się i zmarła w Krakowie. Do Huciska trafiła jako żona właściciela tych ziem, barona Edwarda Lipowskiego – poślubiła go w 1890 roku. Mieli trzech synów: Tadeusza, Witolda oraz Jerzego. Izabela była malarką i fotografką – amatorką. Co ciekawe, razem ze swym ojcem, pochowanym w leśnym grobowcu w Hucisku Gustavem Geldern-Egmond zu Arçen, inżynierem i wojskowym, byli autorami wynalazku, zgłoszonego w 1900 r. w urzędzie patentowym w USA. Był to rodzaj blachy falistej.

Ciekawą pamiątką związaną z dworem jest studzienka Izabela z 1909 r. zbudowana nad źródełkiem, z którego za pomocą systemu rur doprowadzono wodę do dworskich stajni.

Biały parterowy dwór w Hucisku z dachem z czerwonej dachówki i kwiatami pod oknami, przed nim żwirowy podjazd, stare drzewo i latarnia.Omszała betonowa obudowa źródełka w leśnym zboczu w Hucisku z wyrytym napisem „Izabella 1909” i ciemnym otworem w metalowej ramie.

Hucisko – wieś, która ma szczęście do ludzi

Hucisko · Fundacja Plenerownia

Mieszkamy w niezwykłym miejscu, o którym chcemy Ci opowiedzieć. Hucisko to niewielka miejscowość, która ma olbrzymie szczęście do ludzi (😊), moc historii zapisanych w domach i krajobrazie oraz wspaniałą przyrodę, która cieszy oko i karmi ducha. Jesteśmy dumni, bo z naszą wsią są związani czołowi reprezentanci polskiej kultury i sztuki współczesnej XX w., którzy przed laty zamienili ją w swoistą kolonię artystyczną. Żyjemy „w cieniu krzesła” – wizytówką Huciska jest gigantyczny Pomnik Krzesła, stojący przed domem światowej sławy reżysera, twórcy i teoretyka teatru, malarza Tadeusza Kantora i jego żony, malarki i aktorki Marii Stangret. W znajdującym się nieopodal zabytkowym dworze Lipowskich bywało wielu przedstawicieli sztuk wszelakich, a nawet nakręcono kilka filmów. Naszym sąsiadem był Kazimierz Mikulski – malarz, scenograf i wieloletni kierownik artystyczny krakowskiego Teatru Lalki i Maski „Groteska”.

Po drodze możesz spotkać kogoś z nas, mieszkańców. Lubimy opowiadać. Lubimy słuchać. Dzielimy się swoim dziedzictwem w Ekomuzeum między sztuką a życiem.

Trawiasty kopiec gen. Jana Henryka Dąbrowskiego w Pierzchowie z flagą na szczycie, obok wysoki maszt z flagą, duży głaz i świerki.Porośnięty trawą kopiec w Pierzchowie z biało-czerwoną flagą na szczycie, wśród świerków; na ścieżce stoi dziecko z psem.Widok ze szczytu kopca na duży głaz i maszt z flagą przy alejce; po trawniku dziecko prowadzi czarnego psa, w tle świerki.Czarna tablica z napisem „Jeszcze Polska nie umarła” na białym słupie na szczycie kopca, w tle świerki, pola i domy.

Pierzchów – miejsce urodzenia gen. Jana Henryka Dąbrowskiego

Pierzchów · Fundacja Plenerownia

W Pierzchowie (gmina Gdów) urodził się w 1755 roku Jan Henryk Dąbrowski – generał, uczestnik powstania kościuszkowskiego i twórca Legionów Polskich we Włoszech, bohater upamiętniony w hymnie narodowym, zwanym od jego nazwiska Mazurkiem Dąbrowskiego.

O generale przypomina kopiec z masztem i flagą, tablice ze słowami „Jeszcze Polska nie umarła”, tablica pamiątkowa z jego podobizną u stóp kopca oraz pomnik przy ogrodzeniu.

Na podstawie pracy uczniów Szkoły Podstawowej w Pierzchowie z 2022 r.

Jak wyglądała wieś pół wieku temu

Szczytniki · lata 60. · Fundacja Plenerownia

Pół wieku temu wiejskie domy były do siebie podobne: parterowe, z dwuspadowym dachem, najczęściej krytym dachówką cementową. Nierzadko zdarzały się jeszcze strzechy i domy drewniane. Murowane domy często stały nieotynkowane – na wsi nie było tak kolorowo jak dziś.

Drogi były błotniste, bez asfaltu i bez latarni, więc wieczorem strach było wychodzić. Autobus przejeżdżał przez wieś rzadko, a w ostre zimy nie dojeżdżał wcale – wtedy nauczyciele nie docierali do szkoły i dzieci miały po kilka dni wolnego. Ubrania i zabawki często przechodziły z rąk do rąk – także od znajomych z Krakowa. Do sklepu stało się w kolejkach.

Dom często był drewniany: dwa pokoje, korytarz i duża kuchnia, w której spędzało się najwięcej czasu. W niektórych wsiach długo nie było prądu.

Mimo to wielu dziadków powtarza, że to był czas beztroski. Lato było latem, a zima zimą.

Dąb i pomnik grunwaldzki w Gruszowie

Gruszów · przed 1930 · Fundacja Plenerownia

W Gruszowie, na prywatnej posesji, stoi pomnik grunwaldzki, a obok rośnie dąb posadzony ponad sto lat temu – w 1910 roku, na pięćsetlecie zwycięstwa pod Grunwaldem. Pomysłodawcami byli miejscowy gospodarz, jego syn, wtedy student prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, i ówczesny wójt gminy Raciechowice. W budowie pomogli mieszkańcy wsi.

W Gruszowie opowiada się, że wszystko zaczęło się od spotkania studentów z Henrykiem Sienkiewiczem na uniwersytecie. Student z Gruszowa zaprosił pisarza do siebie i Sienkiewicz podobno przyjechał – kilka lat przed rocznicą – i zostawił w tutejszej szkole kilkanaście egzemplarzy książek.

Pomnik miał być początkowo bez krzyża, ale pomysłodawcy postanowili go dodać. Mieszkańcy uważają, że to krzyż uratował pomnik: przetrwał zabory i II wojnę światową, bo Niemcy, przejeżdżając obok, nie zwracali na niego uwagi – krzyży w Polsce jest pełno. Pomnik odnowiono w 1982 roku. Opis jego powstania zachował się w kronice parafialnej.

Niedaleko biegła kiedyś droga obsadzona dębami i lipami – zniszczył ją wąwóz, który z każdym rokiem robił się coraz głębszy.

Widok z werandy w Gruszowie

Gruszów · po 2000 · Fundacja Plenerownia

Gruszów leży w gminie Raciechowice, na granicy z powiatem limanowskim od południa i z bocheńskim od wschodu. Z werandy starego drewnianego domu widać stąd pasma Beskidu Wyspowego. Mieszkańcy pokazują gościom kolejne szczyty: Łopień, pod którym leży Dobra, wyższe od tysiąca metrów Jasień i Krzystonów, a także Śnieżnicę, na którą miejscowi mówią „Trzy Korony”, bo ma trzy wierzchołki – jak zęby. Obok niej wznosi się Ćwilin, a niżej leży Kasina Wielka.

Bliżej widać Księżą Górę, Ciecień i kościół w Górze Świętego Jana – to już powiat limanowski. Jest też gruszowskie Grodzisko. Miejscowi polecają wycieczki w te góry, zwłaszcza na Ćwilin.

Grodzisko – góra z historią

Raciechowice · Fundacja Plenerownia

Grodzisko to dla mieszkańców gminy Raciechowice góra szczególna – jedna z wysp Beskidu Wyspowego, na której pradawna historia spotyka się z dzisiejszą. Na szczycie było średniowieczne grodzisko. Do dziś widać pozostałości fos, a stare, powykrzywiane buki rosną tam trochę w półokręgu. Kto tam wejdzie, czuje, że to nie jest zwykły szczyt góry, tylko miejsce, w którym kiedyś toczyło się życie. Kto chce poczytać o dawnych dziejach tej okolicy, temu mieszkańcy polecają powieść Karola Bunscha „Dzikowy skarb”.

W czasie II wojny światowej działała tu partyzantka – jej ślady są widoczne na górze do dziś. Teraz na Grodzisku spotykają się miłośnicy wędrówek po Beskidzie Wyspowym.

Z okolicznych punktów widokowych widać panoramę dużej części Beskidów, a przy dobrej pogodzie nawet ośnieżone szczyty Tatr. Działa to też w drugą stronę: z której strony by się nie jechało – od Myślenic, od Bochni w stronę Gdowa czy od Krakowa – zawsze widać szczyt Grodziska.

Legenda o dzikowym skarbie to fikcja literacka, ale gród był tu na pewno – zapewne z drewnianym kasztelem, który spłonął. Miejscowi pasjonaci historii przytaczają też hipotezę, że na Grodzisku mógł mieć siedzibę książę Dobromir, którego córka była żoną Bolesława Chrobrego. Raz w roku, w ramach „Odkrywania Beskidu Wyspowego”, jeden dzień spędza się właśnie na Grodzisku – z mszą na szczycie.

Okolice Grodziska, Glichowa i Lipnika były w czasie wojny ostoją silnej partyzantki. 12 września 1944 r. partyzanci AK wygrali z Niemcami bitwę pod Łysiną, koło Glichowa. Kilka dni później Niemcy zemścili się na mieszkańcach okolicznych wsi.

Szkoła, mleczarnia i kasa Stefczyka – Raciechowice między wojnami

Raciechowice · lata 30. · Fundacja Plenerownia

Po odzyskaniu niepodległości w Raciechowicach powstały mleczarnia i Kasa Stefczyka, a także nowa szkoła. Mieszkańcy wspominają, że była to jedna z największych szkół w powiecie – duża, murowana, piętrowa, podczas gdy w innych wsiach dzieci uczyły się w małych domkach. Budowę zainicjowała doktor Rupertowa z rodziny Bujwidów: dała działkę pod szkołę i drewno z lasu.

Mleczarnie były wtedy znakiem rozwoju – w całym powiecie myślenickim było ich podobno tylko trzy, a jedna z nich w Raciechowicach. Budynek Kasy Stefczyka stoi do dziś. Jak na warunki międzywojenne to był – jak mówi jeden z rozmówców – „Manhattan”. Budynek dawnej mleczarni niszczeje.

Doktor Rupertowa była z wykształcenia lekarką. Choć nie prowadziła praktyki, pomagała chorym sąsiadom. Dziwiło ich, że kazała wietrzyć izbę, w której leżał chory, nawet wieczorem, gdy było zimno. Rozwijała też teatr: każdej zimy miejscowy zespół amatorski wystawiał nową sztukę, a najstarsi mieszkańcy pamiętają, jak występowali w nich jako dzieci.

Mieszkańcy mówią, że w Raciechowicach „ton nadawały kobiety” – od Kazimiery Bujwidowej, która walczyła o to, żeby dziewczęta w Galicji mogły zdawać maturę, po miejscowe gospodynie. Była wśród nich i taka, która pisała wiersze w duchu Konopnickiej.

Kwitnące łąki i prawdziwa ciemność – przyroda wokół Raciechowic

Raciechowice · po 2000 · Fundacja Plenerownia

Okolice Raciechowic to już Beskid Wyspowy: niewysoki, ale stromy, z wąwozami i skałami, które wychodzą na powierzchnię. Kiedy wiatr przewróci drzewo, w jego korzeniach widać duże kawały skał. Utrzymać się tu w pionie to dla drzew naprawdę spore wyzwanie.

Lasy są rozległe – bukowe i jodłowe. Są też kwietne łąki, które od wiosny do sierpnia kwitną falami różnych kwiatów. Na jednym metrze kwadratowym można naliczyć mnóstwo gatunków. Rosną zioła – krwawnik, dziurawiec, przytulia – a wiosną storczyki, lilia złotogłów i wawrzynek wilczełyko, który kwitnie na różowo, zanim liście pojawią się na drzewach. W buczynie rośnie żywiec gruczołowaty, a w niektórych miejscach dużo szałwii lepkiej o żółtych, mocno pachnących kwiatach. Przez okolicę płynie Stradomka, jest dużo ptaków.

Są tu jeszcze miejsca bez latarni, gdzie można doświadczyć prawdziwej ciemności, i takie, gdzie panuje absolutna cisza – dziś to prawdziwy luksus. Warto chodzić w to samo miejsce o różnych porach dnia i roku, bo za każdym razem można odkryć coś nowego.

Diabelski Kamień i pustelnia cystersów

Raciechowice · Fundacja Plenerownia

W Krzesławicach w gminie Raciechowice stoi Diabelski Kamień. Diabelskich kamieni z legendami jest na świecie wiele, ale ten jest wyjątkowy. To bardzo piękna skała, na której przycupnął malutki kościółek i mały domek – dawna pustelnia cystersów. Pustelnia stoi tam do dziś i można ją zobaczyć.

Na skale rosną drzewa, choć ziemi jest tam niewiele – korzenie wciskają się w szczeliny. To miejsce, w którym łatwo wyobrazić sobie ciszę i kontemplację dawnych pustelników.

Starsi mieszkańcy pamiętają jeszcze z dzieciństwa prawdziwego pustelnika. Do swojej chatki nikogo nie wpuszczał, ale była tam księga pamiątkowa, do której można było się wpisać. Każda wycieczka, która przyjeżdżała w okolicę, musiała zajechać pod Diabelski Kamień, a pod kamieniem odbywały się najlepsze festyny. Mieszkańcy z dumą przypominają, że już w przewodniku po Galicji Mieczysława Orłowicza z 1914 r. kamień koło Szczyrzyca wymieniono jako osobliwość godną zwiedzenia.

Legenda mówi, że diabeł niósł ten kamień, żeby zburzyć klasztor w Szczyrzycu, ale nie doleciał, bo zapiał kogut. Po drodze odpadł mu kawałek – to skalny grzyb, ostaniec na granicy Mierzenia i Zegartowic.

Co seniorzy zapamiętali ze Szczyrzyca

Szczyrzyc · po 2000 · Fundacja Plenerownia

Po zwiedzaniu klasztoru w Szczyrzycu uczestnicy wycieczki opowiadali, co zrobiło na nich największe wrażenie. Jedna osoba długo szukała w kościele dwóch baranków. Ktoś inny zapamiętał kropidło – i to, że można było się nim pokropić wodą święconą. Ktoś wypatrzył lwa świętego Marka.

Wiele osób zachwyciła wystawa monet i banknotów – jak przyznała jedna z uczestniczek, dowiedziała się z niej, jak nie należy przechowywać staroci. Ktoś inny najdłużej stał przed barokowym ołtarzem z kolumnami, z wizerunkiem Trójcy Świętej i Matki Bożej z Dzieciątkiem. A najmłodszym uczestnikom najbardziej podobały się klasztorne kozy.

Nietoperze na klasztornym poddaszu

Szczyrzyc · po 2000 · Fundacja Plenerownia

Na poddaszu klasztoru w Szczyrzycu mieszka jedna z największych kolonii nietoperzy w południowej Polsce. Żyją tu podkowiec mały – rzadki gatunek, którego naliczono ponad trzysta – a także nocek duży i nocek orzęsiony, tego ostatniego około tysiąca. Żeby je policzyć, przyrodnicy robią zdjęcia i liczą zwierzęta później, w spokoju, żeby ich nie płoszyć.

Na poddaszu słychać piszczenie nietoperzy. Dźwięków, którymi nietoperze się orientują, zwykle nie słyszymy – ale niektóre gatunki mogą usłyszeć dzieci, bo z wiekiem słuch się stępia.

Nietoperze chętnie mieszkają w zabytkach: w pałacach, kościołach, klasztorach i zamkach – na przykład w zamku w Nowym Wiśniczu czy w kościele w Gruszowie. Przyrodnicy chronią je od 1996 roku, także przy remontach takich budynków, a w ramach projektu „Kraina Podkowca” powstają specjalne wieże dla nietoperzy, wysokie na piętnaście metrów.

Dzień w klasztorze w Staniątkach

Staniątki · Fundacja Plenerownia

Klasztor benedyktynek w Staniątkach (gmina Niepołomice) to najstarszy klasztor tego zakonu w Polsce – powstał w XIII wieku. Siostry żyją tu według stałego planu dnia, w którym jest miejsce na modlitwę i pracę. Klasztor ma ziemię, ogród, sad, ule, stawy i gospodarstwo, a siostry same wytwarzają różne produkty.

Wnętrze pachnie cynamonem i miodem. W murach jest chłodno, ale – jak mówią siostry – to zdrowo. Klasztor ma ogromne archiwum z księgami i dokumentami. Budowane jest nowe skrzydło, w którym zostaną zebrane zabytkowe przedmioty z klasztoru.

Znakiem rozpoznawczym ksieni ze Staniątek jest kołpak – tradycja sięgająca czasów ksieni Wizenny, jednej z kobiet wpisanych w dawną historię klasztoru. Przy klasztorze działa szkoła prowadzona przez benedyktynki.

Kino i kawiarnia pod ziemią – muzeum z 1966 roku

Wieliczka · lata 60. · Fundacja Plenerownia

Podziemna ekspozycja muzeum w Wieliczce, otwarta w 1966 roku, była jak na swoje czasy bardzo nowoczesna – Alfons Długosz wyprzedzał w tym innych. Pod ziemią działało kino z turkusowymi fotelami i kawiarnia z designerskimi fotelami i stołem z rzeźbionymi postaciami. Jak na tamte czasy – prawdziwe multimedia.

Długosz sam malował obrazy, które pokazywały, jak używano wystawionych narzędzi – na przykład dwa sposoby zjazdu koni do kopalni. Zbudował też ogromną makietę dawnej Wieliczki w skali 1:100. Ocalił wielki kierat konny, dzięki któremu można zobaczyć, jak pracowano dawniej.

Dziś trasa muzealna jest oddzielona od trasy turystycznej. Jest tu spokojnie i cicho, bez pośpiechu – dla każdego, kto chce w ciszy poczuć majestat kopalni.

Żydowskie Dobczyce

Dobczyce · lata 30. · Fundacja Plenerownia

Przed wojną w Dobczycach mieszkała duża społeczność żydowska. Do dziś zachowała się mykwa, czyli łaźnia rytualna, i kamienice w rynku. W okresie międzywojennym działał tu żydowski zakład fotograficzny, a tła, przed którymi pozowano do zdjęć, przetrwały w jednym z domów.

Z Dobczycami wiąże się też malarz Max Soldinger, który później zamieszkał w Urugwaju. Jego matka pochodziła z Dobczyc, a ojciec z Wiśniowej. W czasie wojny malarz przyjeżdżał tu do rodziny. Jego obrazy w Muzeum Krakowa przypisywano innemu malarzowi – prawdziwego autora rozpoznano dopiero po sygnaturze.

Pamięć o żydowskich mieszkańcach miasteczka przywraca monografia „Świece zgasiła wojna…” z 2020 roku, a po mieście można przejść trasą pamięci dawnych dobczyckich mieszkańców.

Kozy, biała dama i kat – legendy dobczyckiego zamku

Dobczyce · Fundacja Plenerownia

Zamek w Dobczycach ma swoje legendy. Jedna z nich mówi o niani, która upuściła klucze. Od muru odłupał się kawałek, a za nim znaleziono skarb. Wtedy, w poszukiwaniu kolejnych skarbów, rozebrano resztę zamku – tę, która przetrwała zniszczenia z czasów potopu szwedzkiego.

Na ruinach pasły się potem kozy. Mówi się, że kozy ratowały ludzi przed głodem. Dziś są symbolem miasta, tak jak smok jest symbolem Krakowa. Na rynku stoi pomnik kozy, a co roku odbywa się parada kóz i konkurs na najładniejszą.

W zamkowym oknie można podobno zobaczyć białą damę i kata. Kat w miasteczku to znak, że Dobczyce miały kiedyś wysoką rangę – odbywały się tu jarmarki. Ruiny zamku odkopali sami mieszkańcy, zachęceni przez miejscowego nauczyciela Władysława Kowalskiego. Dziś na zamku jest muzeum i skansen, a widok zamku nad jeziorem to obraz zaledwie ostatnich kilkudziesięciu lat.

Dolina pod wodą – zanim powstał Zalew Dobczycki

Dobczyce · lata 80. · Fundacja Plenerownia

Dawni mieszkańcy domów pod zamkiem w Dobczycach pamiętają widok, którego już nie ma. Domy stały na stoku nad doliną Raby, tuż przy średniowiecznej bramie i murach obronnych miasta. Wokół rosły orzechy i morwy. Dzieci miały w murach swoje kryjówki i kuchnie dla lalek. Raz przy wyrywaniu marchewki znaleziono przyczepioną do niej starą monetę, a znalezione kafle odnosiło się do powstającego muzeum. Dawniej była to dzielnica żydowska, z garbarniami.

Kiedy zapadła decyzja o budowie zapory, mieszkańcy musieli się wyprowadzić. Większość trafiła do bloków na nowym osiedlu. Dla starszych ludzi to był szok – długo jeszcze wracali na stare miejsca, żeby nakarmić kury, nazbierać orzechów i jabłek. Domy pod zamkiem wyburzono w latach 80. Na stoku wciąż rośnie orzech posadzony przez jednego z dawnych gospodarzy.

Raba – po celtycku podobno „wściekła” – często wylewała. Wystarczyły trzy dni deszczu i była powódź. Dziś przy spokojnej tafli jeziora czasem widać dawne koryto rzeki. Pod wodą zostały też części wsi, m.in. Drogini. Tamtejszy kościół rozebrano i postawiono w innym miejscu, a drewniane dwory z Brzezowej i Drogini przeniesiono do skansenu w Wygiełzowie.

Kapliczka w lesie i rabacja 1846 roku

Dobranowice · przed 1930 · Fundacja Plenerownia

W lesie, do którego dochodzi się od głównej drogi leśną ścieżką, stoi jedna z najstarszych kapliczek w okolicy. Niewiele o niej wiadomo. Postawiono ją na pamiątkę mieszkańca albo gościa dworu, zastrzelonego w 1846 roku, w czasie rabacji galicyjskiej.

Kapliczka stoi na grubym postumencie. Kiedyś namalowana była na niej Matka Boża Częstochowska – dziś obraz jest już niewidoczny. Od północy znajduje się ryngraf ze sceną z Ewangelii św. Jana. Całość wieńczył kamienny krzyż, ale zniszczył go piorun. Kapliczka ma też skrytkę – dziś pustą.

Mieszkańcy Dobranowic zbierali się przy niej na nabożeństwa majowe. Warto tam pójść, żeby choć przez chwilę poczuć się jak dawniej.

Kapliczka przy głównej drodze w Grajowie

Grajów · Fundacja Plenerownia

Jadąc główną drogą przez Grajów, po lewej stronie zobaczymy przydrożną kapliczkę Najświętszej Maryi Panny. Ufundowało ją w połowie XIX wieku małżeństwo fundatorów. Na kapliczce jest płaskorzeźba przedstawiająca Jezusa upadającego pod krzyżem.

Po ulewnych deszczach w 2017 roku kapliczka była mocno zniszczona. W 2021 roku odnowiono ją dzięki gminnemu programowi ochrony zabytkowych kapliczek. Prace trwały kilka miesięcy i ponad 160-letni symbol wiary wrócił na swoje miejsce.

W Grajowie jest też niedawno poświęcona przydrożna kapliczka Świętej Rodziny, postawiona w miejscu dawnego domu jednej z grajowskich rodzin.

Niezrealizowany projekt alei rzeźb

Hucisko · lata 80. · Fundacja Plenerownia

W Hucisku krąży opowieść o pomyśle, który nigdy nie został zrealizowany. Tadeusz Kantor razem ze znajomym – węgierskim artystą, który znalazł w PRL azyl – planowali podobno ustawić rzeźby wzdłuż zabytkowej alei lipowej prowadzącej do dworu. Miała powstać aleja sztuki.

Pomysł pozostał legendą, ale dobrze pokazuje, jak bardzo Hucisko inspirowało artystów. Ten sam węgierski artysta miał podobno przygotować trumnę, w której pochowano Kantora.

Aleja lipowa nadal prowadzi do dworu. Spacerując nią, warto pomyśleć, jak mogłaby wyglądać z rzeźbami.