Przejdź do treści
Archiwum wspomnień Fundacja Plenerownia

Archiwum wspomnień

Zbiór: Ludzie wpisani w historię okolicy

Opowieści o osobach, które zapamiętała okolica.

12 wspomnień · Archiwum wspomnień

Fundacja Plenerownia Srebrna Małopolska – Województwo Małopolskie

Zadanie realizowane przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego
Projekt „Senior w świecie AI – Jak sztuczna inteligencja wspiera codzienne życie i zachowanie dziedzictwa”.

Gruszów – Dom Stanisława Pietruszki

Gruszów · Fundacja Plenerownia

Gruszów to niewielka miejscowość w gminie Raciechowice, zwanej krainą kwitnącej jabłoni. Mieszka tam artysta rzeźbiarz Stanisław Pietruszka, który z werandy swego starego, drewnianego domu ma fantastyczny widok na pasmo Beskidu Wyspowego.

Posłuchaj odcinka podcastu „Historie z ekomuzeum” (15:18).

Dwór w Czasławiu i profesor Odo Bujwid

Czasław · przed 1930 · Fundacja Plenerownia

Dwór w Czasławiu może poszczycić się malowniczym położeniem u stóp zalesionych zboczy przełomu Krzyworzeki. Obecny wygląd zawdzięcza rozbudowie starszego dworu w 1899 r. Okazała budowla ma dosyć oryginalną architekturę. Jest piętrowa, nakryta dachem naczółkowym. Starsza część wschodnia ma kamienny parter i drewniane piętro w konstrukcji zrębowej, natomiast część zachodnia jest ceglana, z potężną kamienną szkarpą w narożniku północno-zachodnim. Całość tworzy plan wydłużonego prostokąta. W fasadzie frontowej (od strony podjazdu) dobudowano na wysokości piętra drewnianą, mocno przeszkloną werandę, wspartą na sześciu kolumnach. W elewacji ogrodowej są aż dwa drewniane ganki nakryte dwuspadowymi daszkami naczółkowymi. Jeden z ganków wsparty jest na czterech drewnianych, ale otynkowanych kolumnach, ustawionych na kamiennym tarasie z drewnianą balustradą. Drugi ganek wspiera się na czterech skośnych wspornikach. Do zespołu dworskiego należy stojący w pobliżu kamienny spichlerz z 1. poł. XIX w. W pobliżu są dawne stajnie dworskie. Majątek w Czasławiu był własnością m.in. Artura Teodora Rayskiego, powstańca styczniowego i emigranta, który służył w armii tureckiej. W końcu z Turcji powrócił na ziemie polskie i w latach 90. XIX w. zamieszkał w Czasławiu, a potem w Krakowie. Kolejnym właścicielem był Odo Bujwid, sławny polski bakteriolog, profesor UJ. W majątku w Czasławiu hodował konie i cielęta, z których pozyskiwał krew niezbędną do produkcji surowic i szczepionek. Dwór z folwarkiem należał do rodziny Bujwidów do 1945 r., kiedy to został upaństwowiony. Obecnie znów jest własnością prywatną.

Z pamiętnika profesora Odo Bujwida :
"Przy okazji włóczęgi myśliwskiej nadarzyła mi się sposobność zobaczyć folwarczek Czasław, należący do p. Rayskiego . Las. rzeka, górki, położenie prześliczne. Dworek lichy, przebudowany ze starego browaru, stajnie takie, że trzeba budować nowe. Na nie brukowanym podwórzu błoto, o zabudowaniach lepiej nie mówić, ale cena taka, że mi wystarczy na kupno, a na utrzymanie i fundusze na budowę znajdują się u poczciwej "Matuszki", dopóki nie urządzą sobie w Moskwie lub Petersburgu zakładu. No i stało się. W 1899 zostałem właścicielem Czasławia, a właściwie moja żona, której ofiarowałem nowe gospodarstwo. Latem dojazd tam bryczką był łatwy i przyjemny. Jazda trwała 3 godziny. Jeździłem do szczepienia koni w sobotę i wracałem rano w poniedziałek na wykłady. Drugi raz w tygodniu jeździł jeden z moich współpracowników, osobno, za to płatny. W pierwszym roku był nim nieodżałowany dr Napoleon Kostanecki, który zapowiadał się w niedalekiej przyszłości jako pierwszorzędna siła naukowa". [...] Kupiłem Czasław, za który zapłaciłem gotówką 27 000 zł reńskich, tj. około 23 000 rubli. Dokupiłem Krzyworzekę za 20 000 kor. oraz przylegający do podwórza dworu w Czasławiu las za 15 000 koron, zmeliorowałem grunta rolne i założyłem sad na nieużytkach koło domu. Postawiłem murowaną stajnię. Wszystko to kosztowało około 50 000 koron". [...]

Cały wolny czas Bujwid poświęcał gospodarowaniu w swym ulubionym Czasławiu. Jako zapalony wędkarz zakładał tam stawy i hodował narybek pstrągów, aby rozpuszczać go w różnych rzekach ziemi krakowskiej. Zżył się też wkrótce z miejscową ludnością, którą według swojego zwyczaju bezpłatnie leczył. Biedni okoliczni chłopi byli wdzięczni za życzliwość i okazywali mu szacunek i zaufanie. Dzięki temu Profesor zdołał zrealizować plany budowy nowoczesnej szkoły w Czasławiu. Po dłuższych naradach z gospodarzami, którzy początkowo z nieufnością odnosili się do poczynań „pana z miasta", zdecydowano przystąpić do pracy nad budową szkoły. W nabytym uprzednio sąsiednim folwarczku Krzyworzece Bujwid postawił cegielnię. Sprowadził strycharza, który zaczął wyrabiać i wypalać cegły potrzebne do budowy. Zamożniejsi chłopi wysupłali trochę grosza, biedniejsi pomagali przy budowie, ale lwią część wydatków pokrył „pan Profesor". Wkrótce stanął nowoczesny budynek szkolny, wyposażony w wodociąg, umywalnie z natryskami i ustępy spłukiwane wodą.

Bohema w Hucisku – kolonia artystyczna

Hucisko · Fundacja Plenerownia

Lista artystów: literatów, muzyków, plastyków, aktorów i innych, którzy odwiedzali Hucisko już w okresie międzywojennym jest długa. Wyjątkowy zespół gości stanowili twórcy związani ze Stowarzyszeniem Artystycznym II Grupa Krakowska i Teatrem Cricot 2, którzy tworzyli środowisko kulturalne w powojennym Krakowie, a ich dokonania należą do kanonu polskiej sztuki współczesnej. W trakcie okupacji we dworze dach nad głową znalazła malarka Janina Kraupe. Później wakacje w Hucisku spędzała aktorka Lila Krasicka oraz scenografowie Lidia i Jerzy Skarżyńscy, Kazimierz Mikulski (więcej o nim na przystanku przy Domu Opowieści) i Tadeusz Kantor z żoną Marią Stangret (więcej o nich na przystanku przy Domu Kantora).

Tuż pod Krakowem i za górami,
Bieli się domek między krzakami,
Dokoła domu sady i wiśnie,
Kto mi nie wierzy, czort niech go ściśnie.
A jeśli chcecie wiedzieć już wszystko
Ten dom z krzakami to jest Hucisko.

Fragment utworu z 1947 r., jaki napisała Anna Linszajd w Kronice rodzinnej Lipowskich

Nóż i widelec u Bujwidów

Czasław · lata 30. · Fundacja Plenerownia

W okolicy Czasławia przetrwało rodzinne wspomnienie o Kazimierze Bujwidowej, żonie profesora Odona Bujwida, właściciela majątku w Czasławiu. Przy stole każde dziecko dostało nóż i widelec. Jedna z dziewczynek nie wiedziała, co z nimi zrobić, i się rozpłakała. Pani Bujwidowa pogłaskała ją, stanęła za nią, wzięła ją za nadgarstki i nauczyła jeść nożem i widelcem.

Mieszkańcy wspominają też wycieczkę dzieci do Warszawy, na której spotkały się z mistrzem olimpijskim Januszem Kusocińskim. W czasach międzywojennych, gdy przepaść między miastem a wsią była ogromna, takie rzeczy były wręcz nie do uwierzenia. Rozmówcy mówili, że to było bardzo postępowe.

Pilecki w Koryznówce

Nowy Wiśnicz · lata 40. · Fundacja Plenerownia

W obozie Auschwitz Witold Pilecki był zarejestrowany pod nazwiskiem Tomasz Serafiński. Kiedy w 1943 roku uciekł z obozu, trafił do Nowego Wiśnicza – i to właśnie do Koryznówki, do prawdziwego Tomasza Serafińskiego, którego rodzina mieszkała w tym domu. To był przypadek, który brzmi jak scenariusz filmu.

Koryznówka to dom, do którego historia pukała do drzwi – za sprawą Matejki – a w czasie wojny nawet waliła w dach, kiedy trafił w niego pocisk z moździerza.

Stanisław Fischer – społecznik z Bochni

Bochnia · Fundacja Plenerownia

Stanisław Fischer był malarzem samoukiem, kolekcjonerem i społecznikiem. Swoje zbiory przekazał na rzecz muzeum w Bochni – tak powstał jego zalążek. Muzeum mieści się w budynku dawnego klasztoru dominikanów. Fischer założył też Liceum Plastyczne w Nowym Wiśniczu. Został uhonorowany medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Muzeum jest małe, ale ma swój klimat: jest cicho, a przedmioty można oglądać z bliska. Jest tu sala etnograficzna ze świątkami, obrazy lokalnych malarzy z okolic Bochni, a perłą kolekcji jest galeria malarstwa młodopolskiego. Dla dzieci od lat prowadzona jest lekcja o tym, czym właściwie jest muzeum.

„W Bochni stałam się Modrzejewską”

Bochnia · przed 1930 · Fundacja Plenerownia

W Muzeum im. Stanisława Fischera w Bochni stoi biurko założyciela muzeum, a na nim zaskakujący napis: „W Bochni stałam się Modrzejewską”. Przypomina on mało znany epizod z życia Heleny Modrzejewskiej – jednej z najsłynniejszych polskich aktorek. To właśnie w Bochni zadebiutowała na scenie.

Takie drobne, lokalne historie najlepiej pokazują, że wielkie biografie często zaczynają się w małych miasteczkach.

Alfons Długosz – malarz, który ocalił kopalniane skarby

Wieliczka · lata 50. · Fundacja Plenerownia

Alfons Długosz trafił do Wieliczki, bo był społecznikiem. Po wojnie brakowało soli, a niektóre zabytkowe komory kopalni miały zostać wyługowane, czyli w praktyce zniszczone. To skłoniło go do działania. Zaczął zjeżdżać pod ziemię, prowadzony przez górników, i fotografować chodniki – czasem było to bardzo niebezpieczne.

Był malarzem i perfekcjonistą, a przy tym wizjonerem. Prawdopodobnie jako pierwszy potraktował dawne narzędzia i urządzenia górnicze jak zabytki – wcześniej nikt ich nie doceniał. Skupował znaleziska od górników: zachwycał się nawet kawałkiem starej tkaniny. Przez pierwsze lata pracował za darmo, a pieniądze zdobywał, sprzedając swoje obrazy.

Dzięki niemu powstało Muzeum Żup Krakowskich. Zebrane przez niego zbiory pomogły wpisać kopalnię w Wieliczce na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. To on wymyślił hasło „Tysiąclecie trudu górniczego”. Do dziś w kopalni jest komora jego imienia.

Stefania Feill – malarka ze Zręczyc

Zręczyce · przed 1930 · Fundacja Plenerownia

W dworze w Zręczycach (gmina Gdów) mieszkała kiedyś Stefania Feill, z domu Bujańska – malarka z czasów Młodej Polski i jedna z pierwszych kobiet, które studiowały w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. W czasach, gdy kobietom trudno było zdobyć wykształcenie artystyczne, ona studiowała malarstwo.

Dziś w dworze można obejrzeć wystawę poświęconą artystce. Szczególnie ciekawy jest jej autoportret – obraz kobiety nowoczesnej.

Do pokoju z wystawą prowadzą stare schody. Gospodarze mówią z uśmiechem, że w dworze mieszkają też duchy.

Ogród za płotem

Hucisko · lata 90. · Fundacja Plenerownia

Ogród Kazimierza i Agnieszki Mikulskich w Hucisku był zaplanowany jak scena w teatrze. Gęsty, pełen zakamarków, przypominał obrazy malarza – ktoś porównał go do „zagęszczonej tkanki”. Mikulscy potrzebowali ciszy i dbali o to, żeby nikt obcy nie wchodził na ich teren. Pielęgnowali swoją prywatność.

Ciekawe jest to, że różni ludzie pamiętają to inaczej. Dla przyjezdnych artystów i mieszkańców z miasta był to świat pełen tajemnicy i spokoju. Dla części mieszkańców wsi – raczej odgrodzenie: za płotem rósł las i niczego nie było widać.

Nawet kiedy Mikulski zachorował, chciał przyjeżdżać „na Hucisko”. Dla wielu osób, które poznały go tylko z daleka, ten dom i ogród wciąż mają w sobie coś z jego obrazów.

Kantor w garniturze, Mikulski w kaloszach

Hucisko · Fundacja Plenerownia

Sąsiedzi artystów z Huciska do dziś wspominają drobiazgi, które zapadały w pamięć. Widok Tadeusza Kantora w garniturze w zwykły dzień był dla wsi czymś niezwykłym. Kazimierz Mikulski przeciwnie – był poważny i spokojny, zawsze chodził w kaloszach i sprawiał wrażenie, jakby nad czymś rozmyślał. Malował koty, a raz namalował dużą biedronkę siedzącą na długim źdźble trawy.

Mieszkańcy podkreślają, że artyści byli skromni i cisi. Choć w Hucisku bywało ich wielu, nie robili hałasu. Do domu Mikulskich nie przychodziło się bez zaproszenia – to był inny świat. W jego obrazach było coś, o czym na wsi się mówiło, bo kobiety chodziły wtedy zapięte pod szyję.

Jedna z historii dobrze pokazuje, jak bardzo artyści wyprzedzali swoje czasy. Pani Mikulska miała kosiarkę do trawy, a jedna z sąsiadek żartowała, że to samo można zrobić kosą. Nie minęło kilkanaście lat, a kosiarkę miał już prawie każdy. „Oni byli trzydzieści lat przed nami” – mówią dziś sąsiedzi.

Artyści w Hucisku oczami sąsiadów

Hucisko · Fundacja Plenerownia

Starsi mieszkańcy Huciska dobrze pamiętają czasy, kiedy do wsi zaczęli przyjeżdżać artyści z Krakowa. Wszystko zaczęło się od aktorki Teatru Cricot 2, Lili Krasickiej, która często tu pomieszkiwała i ściągała do Huciska znajomych. Bywali scenografowie Lidia i Jerzy Skarżyńscy, malarz Kazimierz Mikulski, a potem Tadeusz Kantor, któremu tak się tu spodobało, że kupił działkę i postawił dom.

Dla dzieci ze wsi był to zupełnie inny świat. Goście rozmawiali do późna w nocy, rano długo spali, a do południa chodzili w piżamach. We wsi mówiło się krótko: „Kantor robi sztuki, Mikulski maluje”. Maria Stangret, żona Kantora, zawsze uśmiechnięta i ubrana w pastelowe kolory, przywoziła dzieciom z zagranicznych występów gumy do żucia i baloniki. Kantor bywał miły i towarzyski – urządzał podwieczorki w podcieniach swojego domu.

Budowa domu Kantora była we wsi wydarzeniem. Chodziło się zobaczyć, jak rośnie, a ludzie mówili, że „pałacyk budują”.