Przejdź do treści
Archiwum wspomnień Fundacja Plenerownia

Archiwum wspomnień

Zbiór: Dawne zabawy

W co i jak bawiły się dzieci.

2 wspomnienia · Archiwum wspomnień

Fundacja Plenerownia Srebrna Małopolska – Województwo Małopolskie

Zadanie realizowane przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego
Projekt „Senior w świecie AI – Jak sztuczna inteligencja wspiera codzienne życie i zachowanie dziedzictwa”.

Podchody, palant i dwa ognie

Winiary · lata 60. · Fundacja Plenerownia

Komputerów i telefonów nie było, a telewizor był rzadkością – więc dzieci bawiły się na polu. Dziadkowie wymieniają długą listę zabaw: podchody, chowany, berek, klasy, guma, skakanka, dwa ognie, zbijak, palant, pajacyk, kalambury, kółko i krzyżyk, a w domu karciany „tysiąc”.

Piłka była najważniejsza. Najpierw szmacianka, potem gumowa, a jak ktoś dorobił się prawdziwej skórzanej – to dopiero była gra. Grało się na łąkach przy pasieniu krów, co często kończyło się szukaniem krów po krzakach. Popularna była też „zośka” – kawałek ołowiu z włóczką, który podbijało się nogą jak najdłużej.

Zimą w domu grało się w warcaby i czytało książki. W niektórych domach dziadek grał na skrzypcach, a babcia wymyślała dzieciom zabawy.

Zabawki robiło się samemu: łuki, szable i proce z drewna, karabiny z patyków do zabawy w „Czterech pancernych”, huśtawki z pniaka i deski. Wystarczyły patyki, liście, kamienie, sznurek i kapsle.

Narty z desek i łyżwy z ucha od wiaderka

Szczytniki · lata 50. · Fundacja Plenerownia

Zimy były kiedyś mroźne i śnieżne – zdarzało się, że śnieg sięgał dwóch metrów i ludzie przekopywali tunel, żeby dojść do pracy. Przez szczelne okna słychać było, jak skrzypi mróz pod nogami przechodniów.

Dla dzieci zima była najlepszą porą roku. Narty robiło się samemu: z desek, z rzemykiem albo paskiem do przypięcia buta. Łyżwy – z ucha od wiaderka. Jeździło się po zamarzniętym stawie i grało tam w hokeja. Zjeżdżało się na sankach, a jeszcze częściej na zwykłych workach, czasem wypchanych sianem – drogą prosto z górki, bo samochodów prawie nie było. Pod górę trzeba było się wdrapywać, tarzając się w śniegu.

Budowało się skocznie i jeździło do ciemnej nocy – aż rodzice przychodzili po dzieci na górkę. A wtedy, jak wspomina jeden z dziadków, nie było już ani ciekawie, ani miło.