Podchody, palant i dwa ognie
Winiary · lata 60. · Fundacja Plenerownia
Komputerów i telefonów nie było, a telewizor był rzadkością – więc dzieci bawiły się na polu. Dziadkowie wymieniają długą listę zabaw: podchody, chowany, berek, klasy, guma, skakanka, dwa ognie, zbijak, palant, pajacyk, kalambury, kółko i krzyżyk, a w domu karciany „tysiąc”.
Piłka była najważniejsza. Najpierw szmacianka, potem gumowa, a jak ktoś dorobił się prawdziwej skórzanej – to dopiero była gra. Grało się na łąkach przy pasieniu krów, co często kończyło się szukaniem krów po krzakach. Popularna była też „zośka” – kawałek ołowiu z włóczką, który podbijało się nogą jak najdłużej.
Zimą w domu grało się w warcaby i czytało książki. W niektórych domach dziadek grał na skrzypcach, a babcia wymyślała dzieciom zabawy.
Zabawki robiło się samemu: łuki, szable i proce z drewna, karabiny z patyków do zabawy w „Czterech pancernych”, huśtawki z pniaka i deski. Wystarczyły patyki, liście, kamienie, sznurek i kapsle.