Okolice Raciechowic nazywa się krainą kwitnącej jabłoni. Doświadczony sadownik z Gruszowa mówi, że sadownictwo to dziś chyba najbardziej pracochłonne zajęcie w rolnictwie. Nawet tam, gdzie pracują maszyny i taśmy, a gałęzie tnie się sekatorami pneumatycznymi, prawie każde jabłko i każdą gałązkę trzeba wziąć do ręki.
Wszystko zależy od pogody. Jeśli wcześniej padało, trzeba pryskać przeciw parchowi jabłoni, bo to choroba, która najbardziej niszczy sad. Trawę między rzędami kosi się co dwa, trzy tygodnie. Latem przychodzi cięcie: usuwa się wilki, czyli pionowe pędy, żeby odsłonić owoce. Trzeba to robić delikatnie, bo na południowych stokach słońce potrafi poparzyć jabłka. Po gradzie przerywa się zawiązki i zostawia tylko ładne owoce.
Sadownicy znają też dawne sposoby. Jeśli jabłoń nie chce kwitnąć, nacina się na pniu obrączkę w korze. Drzewo „myśli”, że umiera, i zaczyna zawiązywać pąki kwiatowe.